Cięcia wycen: czy jeszcze chodzi o pacjenta? ►
– Cięcia w ambulatoryjnych świadczeniach diagnostycznych kosztochłonnych to nie żadna reforma rozliczeniowa, ale nałożenie kagańca na służbę zdrowia. Będzie to miało zły wpływ na pacjentów – mówił dyrektor Artur Kozioł. Wskazał na konsekwencje: obciążenie SOR-ów, powrót do kosztochłonnej hospitalizacji, przepchnięcie diagnostyki do komercji.
Po wprowadzeniu stawki degresywnej w ambulatoryjnych świadczeniach diagnostycznych kosztochłonnych słychać coraz więcej głosów ze strony menedżerów, którzy przestrzegają przed dalszymi cięciami, wskazując, że skutki takich ograniczeń poniosą przede wszystkim pacjenci, a w drugiej kolejności lecznice.
Artur Kozioł, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Białej Podlaskiej, 13 kwietnia, kiedy w Sejmie odbyły się konsultacje dotyczące aktualnej sytuacji w systemie ochrony zdrowia, opisał sytuację swojego szpitala i czekające go konsekwencje po wprowadzeniu ograniczeń w wycenach świadczeń.
Fragment posiedzenia poniżej, pod wideo dalsza część tekstu.
– Lecznica w Białej Podlaskiej to największy szpital w północnej części województwa lubelskiego, centrum diagnostyczne. Obsługujemy ok. 380 000 pacjentów. Dostęp do ambulatoryjnej opieki specjalistycznej jest na poziomie 200 000 pacjentów, dokonujemy ponad 40 000 hospitalizacji rocznie. Nasze przychody ogółem to ponad pół miliarda zł. To pokazuje, że aktualnie szpital jest w dobrej sytuacji finansowej. Niepokojące są natomiast obecnie wdrażane zmiany na poziomie płatnika – wskazał Artur Kozioł.
Podkreślił, że 31 marca prezes Narodowego Funduszu Zdrowia zgasił światło w ambulatoryjnych świadczeniach diagnostycznych kosztochłonnych.
– To nie jest żadna reforma rozliczeniowa, to jest po prostu nałożenie kagańca na służbę zdrowia. Będzie to miało zły wpływ na pacjentów – mówił.
Zaznaczył, że pacjent dzisiaj słyszy w mediach, że świadczenia nadal mają charakter nielimitowany.
– Dyrektor słyszy co innego. Słyszy, że dostanie połowę stawki za nadwykonania dla badań tomografii komputerowej i rezonansu magnetycznego i 60 proc. dla gastroskopii i kolonoskopii. To jest po prostu kreatywna księgowość – podkreślił dyrektor Kozioł.
Utrąćmy diagnostykę, a sprawa nadwykonań zniknie
– Założenie jest takie – przestańmy się diagnozować, szpitale przestaną leczyć, a NFZ nie będzie musiał płacić nadwykonań. To jest typowa krótkowzroczność, bo wszyscy płacimy później powikłaniami – wyjaśnił.
– Celem odwróconej piramidy świadczeń zdrowotnych miało być odchodzenie od kosztochłonnej hospitalizacji. Dziś jednym ruchem sprawiamy, że SOR-y będą znowu zapchane i będziemy dążyć do kosztochłonnej hospitalizacji. O czym „Menedżer Zdrowia” pisał w tekście „Limity w AOS mogą pogorszyć sytuację na SOR-ach”.
– Odwrócona piramida świadczeń zdrowotnych miała polegać właśnie na tym, żeby odblokować hospitalizację, odblokować bloki operacyjne, przekierować pacjentów na jednodniowe świadczenia w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej również przy udziale anestezjologa. To było założenie systemu. Dzisiaj te plany są niweczone – stwierdził dyrektor Kozioł.
– Wielu świadczeniodawców skorzystało z tego kierunku rozwoju polityki zdrowotnej państwa, w tym ja. Za 52 mln zł buduję chirurgię jednego dnia. Podobnie czynią inni dyrektorzy w różnych województwach, którzy korzystali z regionalnych programów operacyjnych opracowanych właśnie na podstawie planów transformacji, planów map potrzeb zdrowotnych. Dzisiaj te plany są niweczone. Mogę powiedzieć tak – dzisiaj gramy mecz z Narodowym Funduszem Zdrowia – ale nie wiemy, w co gramy. Tego dowiadujemy się dopiero po meczu – wytłumaczył.
Czy chodzi tylko o wydawanie pieniędzy?
Dyrektor przypomniał też, że umowy w ambulatoryjnych świadczeniach diagnostycznych kosztochłonnych nie były zmieniane od lat – świadczeniodawca nigdy nie zabiegał o to, ponieważ one miały charakter nielimitowany.
– Dzisiaj wprowadza się nam limity – dodał.
Zwrócił też uwagę na kolejną kwestię, jaką są środki z KPO.
– Tyle sprzętu otrzymaliśmy w ramach tego wsparcia finansowego. Nasz szpital otrzymał 52 mln zł na sprzęt na onkologię. Kupiliśmy rezonans magnetyczny, tomograf komputerowy, sprzęt na kardiologię. Co ja teraz mam z tym zrobić? – pytał.
– On ma się amortyzować czy ma pracować? Bo dzisiaj limit jest bardzo mały i on szybko się skończy, a potrzeby są ogromne. W ciągu dwóch lat zwiększyłem do 60 000 wizyt dostęp do ambulatoryjnej opieki specjalistycznej. Co mam teraz powiedzieć pacjentom? Czy mam wyodrębnić tomograf komputerowy z NFZ również kadrowo i mam wykonywać badania komercyjnie, żeby ratować finanse szpitala? Do tego chyba to zmierza, bo inaczej sprzęt będzie marniał – zwrócił uwagę dyrektor.
Sposób na nadwykonania? Zabetonować diagnostykę
Dyrektor Kozioł przypomniał, że to nie są lata 2002–2003, kiedy to szpitale za świadczenia limitowane otrzymywały 50–70 proc. stawki w przypadku niektórych świadczeń.
– Wtedy to się bilansowało. Dzisiaj to się nie uda – podkreślił.
– Dochodzą do mnie głosy z innych województw, że w przypadku np. neurochirurgii, gdzie świadczenia są limitowane – a niestety takie zabiegi, jako procedury ratujące życie, są w moim szpitalu wykonywane codziennie – mam za nie otrzymać 30 proc. stawki. To jest dramat. Mam świetny oddział neurochirurgii, do którego przyjeżdżają pacjenci z całej Polski i dziś mam na niego kontrakt na 5 mln zł, a wykonuję zabiegi o wartości 30 mln zł. Takie są potrzeby. Kolejna rzecz to endoprotezy biodra czy stawu kolanowego – dodał.
– Czy po zmianach tacy pacjenci mają siedzieć w domach na świadczeniach z ZUS, bo nie mogą wrócić do pracy? W tych obszarach słyszymy o wprowadzeniu płatności za nadwykonania na poziomie 40 proc. Kolejna sprawa to ZOL. Mam 100 takich łóżek i zastanawiam się, co zrobić. Czy przypadkiem nie wyłączyć przynajmniej 30 łóżek i nie zrobić np. opieki koordynowanej po zawale serca, bo bardziej mi to się opłaca? – podsumował menedżer.
Przeczytaj także: „To lekarze POZ będą tłumaczyć się z limitów w AOS” i „Limity w AOS – kolejki dłuższe o 70 proc.”.
Więcej o zmianach w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej po kliknięciu w poniższy baner.

