Dzień dobry
Dołącz do nas w mediach społecznościowych:
Udostępnij
Redaktor: Krystian Lurka
Źródło: The LancetAcademia

Ebola – ryzyko gwałtownego wzrostu zakażeń

123RF

Ponad dekadę po największej epidemii Eboli znów ogłoszono alarm – rozwijające się ognisko choroby w środkowej Afryce może osiągnąć skalę niewidzianą od kryzysu z lat 2014–2016.

Obecne ognisko choroby obejmuje przede wszystkim Demokratyczną Republikę Konga i Ugandę. Za zachorowania odpowiada wirus Bundibugyo, jeden z gatunków wirusa Ebola zakażających ludzi. W przeciwieństwie do lepiej poznanych odmian, przeciwko temu wariantowi nie istnieje dziś zatwierdzona szczepionka ani skuteczne leczenie przyczynowe. Lekarze mogą jedynie łagodzić objawy i wspierać organizm chorego w walce z infekcją.

Według danych amerykańskiego Centrum Kontroli i Prewencji Chorób (Centers for Disease Control and Prevention – CDC) do początku czerwca w Demokratycznej Republice Konga potwierdzono 452 zakażenia i 82 zgony. W Ugandzie wykryto kolejnych 19 przypadków oraz dwa zgony. Epidemiolodzy podkreślają jednak, że rzeczywista liczba zachorowań może być wyższa. W regionach objętych konfliktami zbrojnymi część przypadków pozostaje poza systemem nadzoru epidemiologicznego.

Skala zagrożenia sprawiła, że w maju ogłoszono stan zagrożenia zdrowia publicznego, zapowiadając wydanie 518 mln dolarów na na wykrywanie nowych zakażeń, diagnostykę laboratoryjną, opiekę nad chorymi oraz przygotowanie państw sąsiednich na możliwość rozprzestrzenienia się wirusa.

Szczególny niepokój wywołuje miejsce, w którym rozwija się epidemia. Wschodnia część Demokratycznej Republiki Konga od lat pozostaje areną konfliktów zbrojnych. Działają tam zarówno rebelianci wspierani przez Rwandę, jak i bojownicy powiązani z tzw. Państwem Islamskim. Setki tysięcy ludzi zostały zmuszone do opuszczenia swoich domów, a ciągłe migracje ludności utrudniają identyfikowanie zakażonych oraz osób, które miały z nimi kontakt.

Autorzy komentarza „WHO and Africa CDC declare the 2026 Ebola disease outbreak a public health emergency”opublikowanego w „The Lancet” zwrócili uwagę na jeszcze jeden problem. Ogniska choroby pojawiły się w regionach górniczych i na ważnych szlakach handlowych. Oznacza to, że wirus może łatwiej rozprzestrzeniać się między miejscowościami i przekraczać granice państw.

Prognozy CDC opierają się na modelach matematycznych uwzględniających dotychczasową liczbę zakażeń i zgonów oraz skuteczność działań prowadzonych przez służby medyczne. Duże znaczenie ma tempo wykrywania chorych i ich izolowania. Jeśli odsetek skutecznie izolowanych zakażonych znacząco wzrośnie, liczba przypadków może zatrzymać się na poziomie około 10 tys. Jeśli jednak wirus będzie rozprzestrzeniał się w obecnym tempie, liczba zachorowań może być ponad dwukrotnie większa.

– Nasze analizy pokazują, że bez zdecydowanych działań epidemia może osiągnąć właśnie taką skalę” – powiedział dr Satish Pillai, kierujący działaniami CDC związanymi z obecną epidemią.

Podobnego zdania jest Jennifer Nuzzo, dyrektorka Pandemic Center na Uniwersytecie Browna.

– To potwierdza obawy, które pojawiły się już na początku epidemii. Jeśli nie uda się ograniczyć liczby nowych zakażeń, sytuacja może stać się bardzo poważna – powiedziała.

Modele epidemiologiczne pomagają ocenić możliwe scenariusze, jednak ich wyniki zależą od jakości danych i przyjętych założeń. Historia dostarcza tu ważnej lekcji. Podczas epidemii Eboli w Afryce Zachodniej w 2014 r. CDC oszacowało, że w najgorszym wariancie liczba zakażeń mogłaby sięgnąć nawet 1,4 mln osób. Ostatecznie zachorowało ponad 28 tys. ludzi. Prognozy okazały się więc znacząco zawyżone, choć sama epidemia była największą w historii.

Tym razem dodatkowym problemem okazało się późne rozpoznanie zagrożenia. Według CDC pierwsze zakażenia mogły pojawić się już w lutym. Początkowo jednak próbki badano pod kątem innego gatunku wirusa Ebola. Dopiero późniejsze analizy genetyczne wykazały, że za epidemię odpowiada wirus Bundibugyo.

Pierwsze sygnały o nowym ognisku pojawiły się na początku maja w szpitalu w Bunii, w północno-wschodniej części Demokratycznej Republiki Konga. Wśród personelu medycznego zaczęły występować przypadki ciężkiej choroby przebiegającej z wysoką gorączką, silnym osłabieniem, krwawieniami i wymiotami. Spośród trzynastu przebadanych próbek osiem dało wynik dodatni.

Wirus Ebola przenosi się poprzez kontakt z płynami ustrojowymi osoby zakażonej, między innymi krwią, wymiocinami czy nasieniem. Choroba zwykle zaczyna się od gorączki, bólu głowy i osłabienia, jednak w ciężkich przypadkach prowadzi do krwotoków oraz niewydolności wielu narządów. W poprzednich epidemiach wywołanych przez wirus Bundibugyo umierało od jednej czwartej do połowy zakażonych. Wiele zależy od tego, jak szybko chorzy otrzymają pomoc medyczną i czy uda się przerwać łańcuch transmisji.

Najbliższe tygodnie będą decydujące. Naukowcy starają się przyspieszyć wykrywanie nowych zakażeń, izolowanie chorych i monitorowanie osób, które miały z nimi kontakt. W sytuacji, gdy nie ma szczepionki ani skutecznego leczenia, właśnie te działania pozostają najważniejszą bronią w walce z wirusem.

Przypis:

  1. www.thelancet.com/journals/lancet/article/PIIS0140-6736(26)01101-3/fulltext.

Tekst opublikowano na stronie internetowej Academii – portalu Polskiej Akademii Nauk.

Więcej tekstów z cyklu „Czy za granicą leczą lepiej?” po kliknięciu w poniższy baner.

Działy: Aktualności w Menedżer Zdrowia Aktualności
Tagi: ebola wirus Bundibugyo epidemia Demokratyczna Republika Konga Uganda CDC WHO Africa CDC The Lancet zdrowie publiczne medycyna infekcja wirusologia Afryka stan zagrożenia konflikt zbrojny migracje modele epidemiologiczne Bunia Centrum Kontroli i Prewencji Chorób Centers for Disease Control and Prevention Światowa Organizacja Zdrowia World Health Organization Afrykańskie Centra Kontroli i Prewencji Chorób Africa Centres for Disease Control and Prevention czy za granicą leczą lepiej