Sezon na kalectwo ►
14 tys. wypadków w nieco ponad dwa lata – oto bilans rozwoju polskiej mikromobilności. Szybkie elektronicne rowery i hulajnogi błyskawicznie podbiły nasze ulice, ale dla wielu użytkowników, zwłaszcza tych najmłodszych, jazda nimi kończy się twardym lądowaniem na szpitalnych oddziałach ratunkowych. W Ministerstwie Zdrowia nikt już nie ma złudzeń, że problem rozwiąże się sam
– To wyzwanie dla zdrowia publicznego i dla bezpieczeństwa ruchu drogowego, a także realne obciążenie dla szpitali – ostrzegała Aleksandra Płońska, naczelnik Wydziału Planowania Programów w Departamencie Zdrowia Publicznego Ministerstwa Zdrowia, podczas posiedzenia Podkomisji stałej do spraw zdrowia publicznego, którego tematem był wpływ wypadków komunikacyjnych na stan zdrowia Polaków, ze szczególnym uwzględnieniem jednośladów z napędem elektrycznym.
Fragment posiedzenia (z 14 maja 2026 r.) do obejrzenia poniżej, pod wideo dalsza część tekstu.
Wideo pochodzi ze strony internetowej: www.sejm.gov.pl/4896E9.
Płońska przyznała, że choć w resorcie urzędnicy doceniają ekologiczne i logistyczne walory miejskich nowinek, to twarde dane nie pozostawiają złudzeń – nowe technologie to także poważny problem.
Liczby, które bolą
Zderzenie z rzeczywistością bywa bolesne – i to dosłownie.
– Rozwój mikromobilności w ostatnich latach był, i jest, niezwykle dynamiczny. Dotyczy to zwłaszcza hulajnóg i rowerów elektrycznych – podkreślała Aleksandra Płońska, podając najnowsze dane.
– Liczba zdarzeń z udziałem tych pojazdów stale rośnie, a ich konsekwencje zdrowotne okazują się drastyczne. W latach 2024–2025 oraz w pierwszym kwartale 2026 r. odnotowano ponad 14 tys. wypadków i kolizji z udziałem hulajnóg elektrycznych oraz niemal 1 tys. z udziałem elektronicznych rowerów. Wyjątkowo niepokoi dynamika tych statystyk. Liczba incydentów wzrosła odpowiednio o 39 proc. dla hulajnóg i o 32 proc. dla rowerów elektrycznych. Co gorsza, zdecydowana większość tych interwencji kończyła się transportem poszkodowanego na SOR, co potwierdzało ciężki charakter doznanych obrażeń. Dla systemu ochrony zdrowia stanowiło to realne, dotkliwe obciążenie – zaalarmowała naczelnik.
W przeważającej części do wypadków dochodziło w miejskim ruchu ulicznym oraz gęstej zabudowie. To dowód na to, że użytkownicy urządzeń elektrycznych wciąż nie potrafią bezpiecznie współdzielić przestrzeni z pieszymi i kierowcami samochodów.
Dzieci na celowniku
Najbardziej zatrważająca okazała się jednak struktura wiekowa poszkodowanych.
W przypadku hulajnóg elektrycznych aż 45 proc. wszystkich ofiar stanowiły dzieci i młodzież, a najliczniejszą grupą pacjentów trafiających pod opiekę lekarzy były nastolatki w wieku od 10 do 19 lat. W ostatnim czasie ta tendencja jeszcze mocniej przybrała na sile.
– Nie mówilimy już tylko o kłopocie transportowym czy infrastrukturalnym. To był przede wszystkim potężny problem edukacyjny i zdrowotny. Nasze wstępne analizy dobitnie pokazują, jak ważne jest przestrzeganie przepisów i właściwe przygotowanie kierujących do uczestnictwa w ruchu – stwierdziła ekspertka z resortu.
Sytuacji nie poprawiała pogoda.
Płońska podkreśliła sezonowość zgłoszeń.
Najgorętszym okresem dla ratowników medycznych jest sezon wiosenno-letni. Wystarczy, że słupki rtęci przekroczyły 20–25 st. C, a na ulicach pojawia się mnóstwo użytkowników jednośladów, co natychmiast przekładało się na zapełnienie szpitalnych oddziałów ratunkowych.
Jeden resort nie wystarczy. Potrzebne pospolite ruszenie
Jak zatrzymać tę czarną serię?
Według urzędniczki z ministerstwa ważne byłoby wyjście poza prace jednego urzędu.
Problem dotyczy kompetencji wielu instytucji i wymaga skoordynowanego, międzyresortowego działania.
– Bez współpracy resortów zdrowia, edukacji, infrastruktury i spraw wewnętrznych niczego nie zdziałamy. Priorytetem musi stać się szeroko pojęta edukacja zdrowotna: budowanie świadomości ryzyka, pokazywanie medycznych konsekwencji wypadków i promocja odpowiedzialnych postaw – wymieniała Aleksandra Płońska, postulując, aby zasady bezpiecznego korzystania z mikromobilności na stałe zagościły w programach szkolnych i ogólnokrajowych kampaniach społecznych.
Młodzi ludzie muszą zrozumieć, że chwila nieuwagi na hulajnodze może skończyć się wielomiesięczną, bolesną rehabilitacją, a w najgorszym scenariuszu – trwałym kalectwem.
Do tego dochodzi absolutna podstawa: promowanie kasków, sprawnego oświetlenia pojazdów oraz zwykłej kultury osobistej na drodze, która dla wielu użytkowników wciąż nie jest oczywistością.
Urzędniczka zapowiedzieła, że nie odpuści tematu.
Przeczytaj także: „Obowiązkowy kask chroni dzieci przed kalectwem i śmiercią”.

