Fuzja z przerzutami
Lekarki odeszły z pracy po połączeniu dwóch oddziałów onkologii dziecięcej. W nowym miejscu miały zarabiać mniej.
Budowa nowej siedziby Śląskiego Centrum Onkologii i Hematologii Dziecięcej w Zabrzu kosztowała około 100 mln zł. Nowoczesny gmach powstał bezpośrednio przy Samodzielnym Publicznym Szpitalu Klinicznym nr 1 w Zabrzu. Inwestycja ta miała przenieść śląską onkologię dziecięcą na zupełnie nowy poziom, ale stało się początkiem kryzysu kadrowego.
Jak poinformowała „Gazeta Wyborcza”, 1 lipca – czyli dokładnie w pierwszym dniu funkcjonowania nowego centrum – aż sześć lekarek złożyło wypowiedzenia, co zagroziło stabilności opieki medycznej nad dziećmi trafiającymi do placówki.
Na czym polegało problematyczne połączenie?
Aby zrozumieć istotę konfliktu, należy przyjrzeć się zmianom i strukturze tej fuzji.
Nowo otwarte Śląskie Centrum Onkologii i Hematologii Dziecięcej nie jest zupełnie nowym podmiotem stworzonym od zera, a efektem odgórnego połączenia dwóch potężnych, działających dotychczas niezależnie ośrodków medycznych:
- Oddziału Hematologii i Onkologii Dziecięcej Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 1 im. prof. Stanisława Szyszko Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach (z siedzibą w Zabrzu), który leczył dzieci w tym regionie nieprzerwanie od 1988 r.
- Oddziału Onkologii, Hematologii i Chemioterapii Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka im. św. Jana Pawła II Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 6 Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach (znajdującego się w dzielnicy Ligota), cieszącego się ogromnym uznaniem i posiadającego własną bazę pacjentów.
Oba te szpitale są jednostkami klinicznymi prowadzonymi przez tę samą uczelnię – Śląski Uniwersytet Medyczny. Władze uczelni i szpitala postanowiły skonsolidować rozproszoną dotąd opiekę onkologiczną i przenieść cały personel oraz pacjentów (w tym tych z Katowic) do jednego, centralnego gmachu w Zabrzu. To właśnie proces fizycznego przenoszenia i łączenia zespołów wywołał opór personelu z Katowic-Ligoty.
Lekarki, które zdecydowały się odejść z pracy w dniu otwarcia kliniki, skierowały oficjalne oświadczenie do prof. Jana Styczyńskiego, konsultanta krajowego do spraw onkologii i hematologii dziecięcej. W piśmie tym przedstawiły długą listę zastrzeżeń dotyczących warunków, jakie zastały w Zabrzu. Kobiety argumentowały, że nowa placówka ma pod opieką aż 58 łóżek, na które przewidziano tylko jednego lekarza dyżurnego. Obawiały się także o bezpieczeństwo dzieci z guzami mózgu – w nowym centrum zaplanowano ich leczenie, mimo że zabrzański oddział nigdy wcześniej nie specjalizował się w tej konkretnej dziedzinie. Ponadto lekarki wytykały błędy logistyczne, wskazując, że mali pacjenci na część specjalistycznych badań i tak będą musieli być transportowani karetkami z Zabrza z powrotem do Katowic.
Stanowisko dyrekcji szpitala
Dariusz Budziński, dyrektor Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 1 w Zabrzu sugerował, że powodem buntu personelu były zbyt wygórowane żądania płacowe.
Poinformował, że przez pierwsze trzy miesiące zatrudnione w nowym Centrum osoby otrzymywałyby dokładnie takie samo wynagrodzenie jak w Ligocie, jednak po tym okresie przejściowym ich pensje miały być znacząco niższe. Szef placówki nie chciał jednak podać dokładnych kwot.
Budziński przyznał, że o proteście lekarek dowiedział się dopiero z mediów i nie brał pod uwagę scenariusza, w którym złożą one wypowiedzenia (z terminem upływającym 9 lipca). Szef placówki zależnej zapewniał, że podczas rozmów o fuzji szedł pracownikom na rękę – zgodził się między innymi na to, by lekarki z Katowic mogły bez przeszkód kontynuować leczenie swoich dotychczasowych pacjentów.
Dyrektor odrzucił zarzuty o złym przygotowaniu kliniki, przypominając, że zabrzański oddział działa z powodzeniem od niemal czterech dekad. Potwierdził jednak, że odmówił spełnienia kilku ważnych postulatów personelu z Ligoty. Lekarki miały domagać się wyłączenia ich z obowiązku korzystania z elektronicznego systemu kontroli czasu pracy (odbijania kart przy wejściu i wyjściu) oraz oczekiwały wyznaczenia miejsc parkingowych, na co dyrekcja nie wyraziła zgody.
Przeczytaj także: „Lista lekarskich płac”.

