Dzień dobry
Dołącz do nas w mediach społecznościowych:
Udostępnij
Redaktor: Maria Krzos
Źródło: PAP, TVN24, Rzeczpospolita

Komentarze do propozycji Ministerstwa Zdrowia. To „plasterki na otwarte złamania” i gotowy konflikt z lekarzami

Piotr Nowak/PAP

Ekperci i przedstawiciele branży krytycznie oceniają środowe wystąpienie minister zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy, choć niektóre propozycje to ich zdaniem krok w dobrą stronę. Duża część zmian dotyczy lekarzy, można więc spodzewać się konfliktu. 

Dr Michał Sutkowski, prezes Kolegium Lekarzy Rodzinnych, w „Rozmowie Piaseckiego” na antenie TVN24 ocenił propozycje Sobierańskiej-Grendy jako „jako krok w dobrą stronę, ale daleko niewystarczający”. – Trzeba więcej. I to nie jest wina minister ani prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia – ja to przynajmniej tak oceniam. Tutaj potrzebne jest przede wszystkim zielone światło polityczne, zielone światło dla reform, dla zmiany – mówił.

Zapytany o to, czy będzie wojna na linii rząd-lekarze, odparł: – Wojna to jest złe słowo. Nie chcemy wojny. Konflikt będzie – odpowiedział.

Jego zdaniem najwięcej kontrowersji wzbudzi kwestia maksymalnego poziomu wynagrodzeń, która „będzie elementem sporu”, natomiast, jak dodał, „spór polega mniej więcej na tym, że od dziewięciu miesięcy nie przedstawiono w rozmowach Naczelnej Izby Lekarskiej i Ministerstwa Zdrowia innych rozwiązań niż te, które usłyszeliśmy wczoraj”.

W podobnym tonie komentował Łukasz Jankowski, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej. – Usłyszeliśmy dokładnie te same propozycje, które resort przedstawiał już w październiku 2025 r. – stwierdził w rozmowie z „Rzeczpospolitą”. 

– Opinia publiczna oczekiwała założeń do całościowej reformy systemu, ogłaszanej przez MZ jako reforma „dla pacjenta”, a dowiedzieliśmy się z konferencji, że płatnik poweźmie wiedzę o miejscu pracy lekarzy, ograniczy lekarskie wynagrodzenia, a kolejka będzie szczelna i płatnik nie pozwoli na jej omijanie – dodał Jankowski.

Na czwartek (9 lipca) zapowiadane jest spotkanie Ministerstwa Zdrowia z samorządem lekarskim. 

Fragmentaryczność zmian

Na to, że propozycje Ministerstwa Zdrowia to raczej punktowe zmiany, a nie kompleksowa reforma, zwraca uwagę większość komentatorów. Niektóre pomysły MZ oceniają oni pozytywnie, inne mogą, ich zdaniem, przynieść więcej szkody niż pożytku.

– Nie usłyszeliśmy tego, o czym mówił premier Tusk, że ma to być realna naprawa systemu. Proponowane zmiany są fragmentaryczne – powiedział Marek Balicki, były minister zdrowia. Według niego takie kwestie, jak kominy płacowe czy drastycznie przekraczany czas pracy lekarzy, to jedynie objawy złych rozwiązań systemowych.

Balicki zwrócił uwagę, że po roku funkcjonowania resortu pod obecnym kierownictwem i trzech latach rządów obecnej koalicji nadszedł czas na konkretny plan działań i dialog ze środowiskiem medycznym. 

Pozytywnie ocenił natomiast stawki godzinowe zaproponowane przez szefową MZ. – Gdyby przyjąć, że średnia pensja to ok. 9 tys. zł, dawałoby to ok. 27–30 tys. zł miesięcznie. Tymczasem stawka 240 zł za godzinę przy pełnym etacie pozwala zarobić około 40 tys. zł. Dla zdecydowanej większości lekarzy to będzie rozsądny pułap, bo dzisiaj zarabiają mniej – powiedział.

Surowo odniósł się natomiast do kwestii regulacji czasu pracy, przypominając o wygasającej 1 stycznia 2028 roku klauzuli opt-out. Wskazał na całkowity brak konkretów ze strony ministerstwa w tej sprawie.

Brak perspektywy pacjenta

– Zabrakło choćby szkicu strukturalnej reformy, bez której system publiczny będzie ulegał dalszej anarchizacji, stając się coraz mniej dostępny dla ludzi – wskazała dr Maria Libura, ekspertka Polskiej Sieci Ekonomii.
W jej ocenie najbardziej zabrakło propozycji rozwiązania problemów białych plam medycznych poza wielkimi miastami, a także kolejek do specjalistów i zabiegów planowych, czyli strategii zwiększenia dostępności opieki medycznej.

– Będąc pacjentem, nie jestem szczególnie zainteresowana tym, żeby śledzić w jakiejś aplikacji internetowej, czy przypadkiem zwolniło się za dwa lata miejsce w Zielonej Górze i w związku z tym planować, jak pojadę tam z Olsztyna – zaznaczyła ekspertka. – Potrzebna jest realna dostępność, którą e-rejestracja ma wspierać, ale jej przecież nie zastąpi – wskazała.

Limit 240 zł na godzinę trudny do wprowadzenia 

Dr Jerzy Gryglewicz z Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego część planowanych zmian ocenił pozytywnie. Jego zdaniem jawność zawieranych umów i transparentność wynagrodzeń mogą być skutecznymi narzędziami w walce z nieprawidłowościami. – To spowoduje, że w wielu przypadkach gigantyczne kominy płacowe się ujawnią albo się wręcz zmniejszą – wskazał.

Stwierdził, że trudny do wprowadzenia może się okazać limit 240 zł brutto za godzinę pracy dla medyków. – To na razie są pomysły, nie wiem, czy limit zarobków na godzinę się utrzyma. Taka kwota może spowodować, że część lekarzy, szczególnie wykonujących zabiegi, przejdzie do sektora prywatnego – powiedział.

Podkreślił, że wśród propozycji zabrakło takich, które rozwiązywałby najważniejszy problem polskich pacjentów – czyli ograniczenie dostępności do świadczeń i bardzo długie kolejki do specjalistów. Zaznaczył, że to jego zdaniem niepokojące. – Mówimy o monitorowaniu kolejki, ale nie mówimy, co zrobić, żeby te kolejki skrócić.

Plasterki na otwarte złamania z przemieszczeniem

Wiceprzewodnicząca sejmowej komisji zdrowia i była szefowa tego resortu Katarzyna Sójka (PiS) uważa przedstawione w środę propozycje za działania pozorne oraz „działania PR, skalkulowane na efekt”.

– To, co proponuje teraz minister, można porównać do plasterków na otwarte złamania z przemieszczeniem – oceniła Sójka. – Chwali się e-kolejką czy e-rejestracją, ale to już dawno powinno być wprowadzone, bo podwaliny pod to zostały zrobione już w 2023 roku – dodała posłanka PiS. Jej zdaniem z kolei limity płacowe będą powodować, że każdy będzie dążył do górnego limitu.

W jej opinii umowy z lekarzami na procent od wykonanej procedury, za które ma płacić NFZ, są przejawem patologii, ale o zagrożeniach z nimi związanych wiadomo było od dawna. Tymczasem ministerstwo nie reagowało.

Jest szansa na realne zmiany

Zdaniem Wiolety Tomczak z Polski 2050, propozycje Sobierańskiej-Grendy mają szanse doprowadzić do realnych zmian. Według niej Ministerstwo Zdrowia wysłuchało tego, co proponowały różne siły polityczne. Bo np. powiatowe centra zdrowia to był pomysł Polski 2050, a maksymalne limity wynagrodzeń to propozycja lewicy.

Niewykluczone, że i tak skończy się dymisją? 

Dr hab. Bartłomiej Biskup, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego, stwierdził, że dymisjonując minister zdrowia, premier Donald Tusk musiałby się przyznać do błędu, bo odpolitycznienie całego resortu było jego autorskim pomysłem, wypominanym mu przez koalicjantów.

Jego zdaniem środowe zapowiedzi minister zdrowia są szansą dla niej na wyjście z twarzą z kryzysu, ale ważniejsze będzie to, co z nich uda się zrealizować. Nie można więc wykluczyć, że jeśli coś się nie powiedzie, a jesienią premier będzie przeprowadzał jakąś większą rekonstrukcję rządu, wymieni też Sobierańską-Grendę. – Wtedy nie będzie musiał tego robić w warunkach politycznego napięcia i nacisku – zaznaczył.

Przeczytaj także: „Rządowy program in vitro pod lupą. Podejrzenie korupcji”

Menedzer Zdrowia facebook

Działy: Aktualności w Menedżer Zdrowia Aktualności
Tagi: Maria Libura Marek Balicki Katarzyna Sójka Michał Sutkowski Łukasz Jankowski Bartłomiej Biskup Wioleta Tomczak Jerzy Gryglewicz Jolanta Sobierańska-Grenda