Mizofonia – gdy chrząkanie czy mlaskanie wywołuje wściekłość
U niemal 5 proc. populacji naturalne odgłosy wytwarzane przez innych – takie jak odchrząkiwanie, przeżuwanie, głośniejsze oddychanie czy pociąganie nosem – wywołują silną złość, a nawet furię. Tak objawia się mizofonia, czyli nadwrażliwość na konkretne dźwięki. Choć zjawisko to opisano około dwóch dekad temu, nadal pozostaje ono zagadką dla świata medycyny. Dotkniętym nią osobom z pomocą przychodzi głównie terapia poznawczo-behawioralna.
Gdy codzienne odgłosy stają się nie do zniesienia
Koleżanka w biurze żuje gumę, a ciebie ogarnia irytacja? Ktoś bliski często chrząka, co budzi w tobie gwałtowny gniew? To mogą być pierwsze symptomy tej przypadłości. Charakteryzuje się ona niezwykle silnymi, negatywnymi reakcjami na powtarzalne bodźce słuchowe lub słuchowo-wzrokowe generowane przez otoczenie.
Nie mówimy tu jednak o zwykłej niechęci do hałasu czy nadwrażliwości słuchowej. Dźwięki, które wyzwalają tak skrajne emocje, są często bardzo ciche. Reakcja chorego dotyka sfery behawioralnej, fizjologicznej oraz poznawczej. Pojawia się odruch ucieczki, unikanie problematycznych sytuacji, silne napięcie nerwowe, uporczywe rozmyślanie (ruminacje) oraz obwinianie otoczenia, co niekiedy prowadzi do agresywnych wybuchów wobec sprawcy hałasu. Syndrom ten najczęściej ujawnia się w późnym dzieciństwie lub okresie nastoletnim i potrafi drastycznie utrudnić życie rodzinne, towarzyskie oraz zawodowe.
To nie choroba, lecz zespół objawów
Mizofonia nie została dotąd formalnie sklasyfikowana w amerykańskim podręczniku diagnostycznym DSM-5-TR ani w międzynarodowej klasyfikacji ICD-11 stworzonej przez WHO. W świecie nauki wciąż trwał spór, czy należy ją traktować jako zaburzenie psychiatryczne, audiologiczne, neurologiczne, czy może problem o podłożu wielowymiarowym. Ostatecznie specjaliści zdefiniowali ją jako odrębny zespół objawów, który można opisać w pięciu obszarach: behawioralnym, uwagi, somatycznym, interpersonalnym oraz poznawczym.
Nasilenie symptomów ma charakter spektrum – od lekkiego dyskomfortu po ciężkie stany kliniczne. Z boku problem może przypominać zaburzenia lękowe, ponieważ pacjenci obsesyjnie koncentrowali się na potencjalnych wyzwalaczach i unikali miejsc, w których mogliby je usłyszeć. Kluczowa różnica polega jednak na tym, że centralną emocją nie był tutaj lęk, lecz złość.
W momencie ekspozycji na drażniący bodziec pojawiała się frustracja, gniew, a czasem wręcz wstręt lub wrogość. Co ciekawe, reakcja nie zależała wyłącznie od fizycznych parametrów dźwięku, ale od kontekstu i tego, kto go wydawał. Ten sam odgłos mógł być znośny, gdy pochodził od kogoś bliskiego, a kompletnie paraliżujący, gdy generowała go osoba postrzegana przez badanych jako niekulturalna lub nieuważna. Pokazało to, jak ogromną rolę odgrywały tu oceny społeczne, przypisywanie intencji oraz poczucie naruszenia własnych granic psychologicznych.
Skala zjawiska
Problem ten wcale nie należał do rzadkości. Naukowcy z University of Mississippi i innych amerykańskich ośrodków przeanalizowali to zjawisko na reprezentatywnej grupie ponad 4 tysięcy dorosłych Amerykanów. Wyniki tych prac opublikowali w artykule „Prevalence, Phenomenology, and Impact of Misophonia in a Nationally Representative Sample of U.S. Adults” (w „Journal of Psychopathology and Clinical Science”).
Okazało się, że pewną wrażliwość na typowe dźwięki zadeklarowało aż 78,5 proc. badanych, a u 4,6 proc. stwierdzono klinicznie istotne nasilenie objawów. Zauważono przy tym wyraźne różnice demograficzne – silniejsze symptomy zgłaszały kobiety, osoby poniżej 55. roku życia, gorzej wykształcone, single, a także respondenci o niższych dochodach lub pracujący w niepełnym wymiarze godzin. Analiza potwierdziła też, że problem zakorzeniony w dzieciństwie miał tendencję do utrzymywania się przez lata i upośledzał przynajmniej jedną kluczową sferę funkcjonowania.
Jak okiełznać złość?
Osobom zmagającym się z tym syndromem można było skutecznie pomagać. Skuteczności poszczególnych metod przyjrzeli się badacze z Baylor College of Medicine, którzy przygotowali kompleksowy przegląd literatury naukowej. Analizowali oni efekty psychoterapii, farmakoterapii oraz leczenia skojarzonego.
Z ich analiz wynikało, że najpopularniejszym i zarazem najskuteczniejszym podejściem była terapia poznawczo-behawioralna (CBT). Pozwalała ona wygasić automatyczne, nieprawidłowe reakcje na dźwięki poprzez techniki poznawcze (takie jak przeformułowanie myśli czy trening akceptacji) oraz strategie behawioralne (w tym kontrolowaną ekspozycję i naukę regulacji emocji).
Wnioski badaczy
Częste występowanie wściekłości i wstrętu sugerowało, że mechanizm stojący za tym syndromem był bliski pierwotnym zaburzeniom lękowym, choć się od nich różnił. Zdaniem naukowców oznaczało to, że w przyszłości warto było uzupełnić terapię o zaawansowane metody pracy ukierunkowane stricte na radzenie sobie z gniewem.
– Choć syndrom ten po raz pierwszy opisano w literaturze naukowej niemal 20 lat temu, do tamtego momentu nie opracowano jednej, standardowej metody leczenia pierwszego rzutu – podsumowali autorzy opracowania.
Podkreślili jednak, że mimo wczesnej fazy projektów badawczych medycyna oparta na faktach dawała realną szansę na stworzenie systemowych terapii, które w założeniu miały ograniczyć cierpienie i poprawić jakość życia dzieci oraz dorosłych dotkniętych tym problemem.
