Nie ma co się cykać, potrzebne są limity
Polskie szpitale są zadłużone, a rekordowe pensje lekarzy sięgają kilkuset tysięcy złotych. Dawid Murawa, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego w Poznaniu, zaapelował o odważne i natychmiastowe ukrócenie tej finansowej patologii.
– Jeśli chodzi o wynagrodzenia lekarzy, powinniśmy zacząć to analizować – ocenił w TVN24 prof. Dawid Murawa, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego w Poznaniu.
Jego zdaniem w ochronie zdrowia mamy do czynienia z finansowym paradoksem.
W publicznej kasie brakuje pieniędzy na inwestycje, tymczasem pensje lekarzy w niektórych placówkach sięgają setek tysięcy złotych.
– To właśnie one generują zadłużenie szpitali na poziomie 40 mln zł. Coś tu nie gra – punktował chirurg.
Doniesienia o rekordowych stawkach (jak w Mogilnie) nazwał patologią – o sprawie informowaliśmy w tekście „Kilkadziesiąt tysięcy złotych na godzinę”.
Prof. Murawa odniósł się też do zarobków na własnym szpitalnym oddziale ratunkowym.
Ujawnił, że maksymalne roczne zarobki „harpaganów SOR-owych” wynoszą w jego placówce niecałe 800 tys. zł.
– To kwoty, które można jeszcze zaakceptować. Natomiast w żaden sposób nie zgadzam się na stawki przekraczające 100 tys. zł miesięcznie. Nie ma co się cykać, trzeba jasno określić górne, akceptowalne przez system widełki. Niedopuszczalna jest sytuacja, w której szpital wydaje na same pensje 106 proc. swojego budżetu – oznajmił profesor, nawiązując do oficjalnych danych Ministerstwa Zdrowia, które ujawniły tak drastyczne przypadki.
Dawid Murawa jednoznacznie poparł wprowadzenie limitów płacowych.
Przeczytaj także: „Ministerstwo Zdrowia szykuje limity w szpitalach. Chodzi o wynagrodzenia lekarzy”.

