Dzień dobry
Dołącz do nas w mediach społecznościowych:
Udostępnij
Autor: Dominika Tworek

Psychiatryzacja życia w Polsce

123RF

Antydepresanty przyjmuje około 10 proc. naszego społeczeństwa. W ciągu ostatnich jedenastu lat stosowanie leków przeciwdepresyjnych wśród dzieci i młodzieży zwiększyło się o blisko 455 proc. – tego typu środki przyjmuje już 124 tys. nieletnich. Choć w ostatniej dekadzie obserwujemy korzystny społecznie proces destygmatyzacji problemów psychicznych, to wraz z potrzebnym upowszechnieniem opieki psychiatrycznej rośnie także ryzyko patologii.

Jednym z przejawów psychiatryzacji życia codziennego jest coraz częstsze traktowanie naturalnych doświadczeń i emocji jako problemów wymagających specjalistycznej interwencji. Współczesne klasyfikacje diagnostyczne sprawiają, że nawet dojmujący smutek po stracie bliskiej osoby może zostać zakwalifikowany jako stan wymagający konsultacji psychiatrycznej i farmakoterapii. Głośnym echem odbiły się zmiany w amerykańskim podręczniku zaburzeń psychicznych (DSM), gdzie usunięcie kryterium żałoby pozwoliło na diagnozowanie depresji i przepisywanie antydepresantów osobom pogrążonym w smutku zaledwie dwa tygodnie po stracie ukochanej osoby.

Do terapeutów coraz częściej trafiają osoby przekonane, że zwyczajne ludzkie doświadczenia – takie jak smutek, bezradność, rozczarowanie czy poczucie niespełnienia – stanowią objaw zaburzenia psychicznego wymagającego leczenia. W efekcie zaciera się granica między cierpieniem będącym naturalną częścią ludzkiego życia a stanami rzeczywiście wymagającymi pomocy klinicznej.

Medykalizacja najmłodszego pokolenia

Podobny mechanizm można dostrzec w przypadku młodych ludzi kierowanych na leczenie psychiatryczne z powodu trudności, które nie wynikają z zaburzeń psychicznych, lecz z napięć rodzinnych lub niespełnionych oczekiwań otoczenia. W takich sytuacjach farmakologia staje się narzędziem rozwiązywania problemów wychowawczych lub społecznych, a nie odpowiedzią na rzeczywistą chorobę.

To dobrze, że skończyły się czasy, w których pójście do psychiatry czy psychoterapeuty wiązało się ze wstydem. Można się jednak zastanawiać, czy nie mamy do czynienia z niepokojącym skutkiem ubocznym tego procesu. Chodzi między innymi o problem nadmiernej medykalizacji dzieci i młodzieży – zwłaszcza że statystyki korzystania przez młodych ludzi z psychoterapii czy innych form pomocy psychologicznej nie rosną w równie szybkim tempie.

Potrzebujemy wyważonej perspektywy

Z powodu wzmożonej aktywności różnych antynaukowych i antymedycznych ruchów należałoby szczególnie wzmacniać wyważoną perspektywę i edukację, odpowiadając na krytyczne argumenty. Jeśli psychiatrzy nie będą potrafili słuchać swoich pacjentów, to skrzywdzeni odnajdą się wyłącznie w parareligijnych ruchach sceptycznych. A z drugiej strony będziemy mieli parareligijne ruchy gloryfikujące, wycinające wszystkie krytyczne głosy.

Tekst (po redakcji) Dominiki Tworek publikujemy w „Menedżerze Zdrowia” za zgodą i dzięki uprzejmości Klubu Jagiellońskiego.

Przeczytaj także: „Lekomania w USA”„Fentanyl zabija – wystarczą dwa miligramy”.

Menedzer Zdrowia facebook

Działy: Aktualności w Menedżer Zdrowia Aktualności
Tagi: lek leki depresja psychiatryzacja życia antydepresanty lek przeciwdepresyjny leki przeciwdepresyjne zdrowie psychiczne medykalizacja zdrowie psychiczne dzieci psychoterapia destygmatyzacja DSM-5 żałoba konflikt interesów koncerny farmaceutyczne pacjent pacjenci prawa pacjenta psychiatria w Polsce medykalizacja życia w Polsce antydepresanty u dzieci statystyki krytyka współczesnej psychiatrii leki przeciwdepresyjne skutki uboczne dlaczego rośnie zużycie antydepresantów w Polsce Dominika Tworek