Nowe przepisy to kara za macierzyństwo?
Rządowy projekt nowelizacji ustawy o zawodzie lekarza zakłada zmiany w przyznawaniu specjalizacji lekarskich. O tym, gdzie młoda medyczka odbędzie szkolenie, mają decydować lokalne problemy kadrowe i urzędnicy, a nie wynik egzaminu. To nie spodobało się przedstawicielkom Fundacji Matki Lekarki.
Procedowany jest projekt ustawy o zmianie ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty oraz niektórych innych ustaw, w którym planuje się wprowadzenie nowych, bardziej restrykcyjnych przepisów dotyczących odbywania specjalizacji lekarskich.
W skrócie: kierownictwo resortu chciałoby zmienić zasady kwalifikacji na specjalizacje lekarskie. Rezydentury miałyby być przydzielane w zależności od potrzeb kadrowych danego regionu i pozostawać na stałe przypisane do konkretnych miejsc szkoleniowych. To duża zmiana, bo aktualnie rekrutacja na miejsca rezydenckie (finansowane przez Ministerstwo Zdrowia) oraz pozarezydenckie (których koszt ponosi placówka medyczna) wygląda tak samo – lekarz z najlepszym wynikiem z egzaminu końcowego otrzymuje rezydenturę i może sam wybrać, gdzie chce odbywać szkolenie.
Z opublikowanego projektu nowelizacji wynika natomiast, że medycy mieliby być kierowani do jednostek na terenach, z których jest problem z niedoborem specjalistów w danej dziedzinie. Resort, owszem, zachowałby system konkursowy, ale lekarze nie wybieraliby już sami szpitali. Listę placówek szkoleniowych ustalałby wojewoda, uwzględniając dane z map potrzeb zdrowotnych oraz wytyczne ministerstwa. Z kolei zamiast organizowania dodatkowego etapu rekrutacji wojewoda mógłby zakwalifikować na niewykorzystane miejsca kolejnych lekarzy z listy rankingowej, którzy nie dostali się w pierwszym podejściu.
Takie rozwiązanie miałoby pomóc w wyrównaniu dysproporcji między regionami w dostępie do medyków. Różnice między województwami bywają spore.
Dodatkowo kierownictwo resortu chciałoby, aby lekarze nie mogli przenosić przyznanego im finansowania między jednostkami, gdy zwolni się miejsce w atrakcyjniejszym dla nich regionie. W nowych przepisach chodziłoby bowiem o to, aby etat rezydencki pozostał tam, gdzie został pierwotnie przyznany (obecnie lekarz może przenieść się do innego szpitala razem ze swoją rezydenturą).
Ten ostatni zapis nie spodobał się lekarkom.
Jeśli nowe przepisy zaczną obowiązywać, rykoszetem dostaną lekarki, które łączą pracę z życiem rodzinnym, zwłaszcza z macierzyństwem.
To dlatego Fundacja Matki Lekarki napisała do minister zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy.
Prezes zarządu Maria Kłosińska i wiceprezes Dorota Bębenek sprzeciwiły się w piśmie trzem zapisom, które mają pojawić się w nowelizacji ustawy:
- Kary za niepodjęcie specjalizacji w terminie. Jeśli lekarka zakwalifikuje się na specjalizację, ale nie rozpocznie jej w krótkim, narzuconym terminie, grożą jej surowe sankcje (na przykład blokada możliwości podejścia do kolejnej rekrutacji). Przepisy te nie biorą pod uwagę, że ktoś może w tym czasie urodzić dziecko, zachorować lub musieć zaopiekować się chorym członkiem rodziny.
- Trudniejsza zmiana miejsca specjalizacji. Obecnie lekarze w uzasadnionych przypadkach mogą przenieść się do innego szpitala lub miasta (na przykład ze względu na przeprowadzkę do partnera, bliższą opiekę nad dzieckiem). Nowe przepisy mają to mocno utrudnić i ograniczyć mobilność życiową lekarzy.
- Ważność państwowego egzaminu specjalizacyjnego tylko przez 24 miesiące. Zmiana zakłada, że pozytywny wynik egzaminu (lub jego części) mógłby stracić ważność po dwóch latach. Jeśli w tym czasie lekarka zajdzie w ciążę i pójdzie na urlop macierzyński, po powrocie jej dotychczasowy sukces egzaminacyjny mógłby zostać anulowany, zmuszając ją do ponownego zdawania trudnego egzaminu.
Przedstawicielki fundacji stwierdziły, że głównym zarzutem wobec projektu jest to, że państwo próbuje rozwiązać problemy systemowe poprzez nakładanie kar i ograniczeń, zamiast tworzyć zachęty.
Stanowisko w całości poniżej.
Przeczytaj także: „Gorąco wokół stażu, rezydentur, akredytacji. Co na to KRAUM?”.

