Truskawki zza koła podbiegunowego
– Urzędnicy państwowi uznali, że najefektywniejszym sposobem wydatkowania pieniędzy publicznych jest płacenie za nicnierobienie, bo robienie czegokolwiek jest nieopłacalne – komentuje w „Menedżerze Zdrowia” Krzysztof Bukiel.
- Od 13 lutego obowiązuje rozporządzenie w sprawie sposobu ustalania ryczałtu systemu podstawowego szpitalnego zabezpieczenia świadczeń opieki zdrowotnej
- Wynika z niego, że jeśli szpital zrezygnuje z prowadzenia oddziału, to przez dwa lata będzie otrzymywać pieniądze za 50 proc. rozliczanych świadczeń, których udzielił w roku poprzedzającym likwidację
- Tę propozycję w „Menedżerze Zdrowia” ocenia Krzysztof Bukiel
Ministerstwo Zdrowia zaproponowało niedawno, że Narodowy Fundusz Zdrowia będzie płacił wybranym szpitalom za zlikwidowanie niektórych oddziałów – „Menedżer Zdrowia” pisał o tym w tekstach „Likwidujesz? Zyskujesz” i „Zamknijmy sobie oddział”.
Zdaniem kierownictwa resortu jest to sposób na efektywniejsze wykorzystanie pieniędzy publicznych przeznaczonych na lecznictwo. Dzisiaj bowiem są one marnowane na utrzymywanie „nierentownych” oddziałów szpitalnych. Doszliśmy w ten sposób do sytuacji, gdy urzędnicy państwowi uznali, że najefektywniejszym sposobem wydatkowania pieniędzy publicznych jest płacenie za nicnierobienie, bo robienie czegokolwiek jest nieopłacalne.
Płacenie za nicnierobienie nie jest wynalazkiem polskiego Ministerstwa Zdrowia. Unia Europejska płaci niektórym rolnikom za zaniechanie uprawiania ziemi, czyli tzw. ugorowanie. W wielu państwach płaci się lub płaciło za zaniechanie takiej czy innej produkcji (również rolnej) albo wydobycie niektórych surowców energetycznych. We wszystkich tych przypadkach podstawą pomysłu jest idea (właściwie ideologia), że urzędnicy lepiej wiedzą, co jest dla ludzi korzystne, niż oni sami. Najgłębszą realizacją tej idei były państwa tzw. realnego socjalizmu, w których urzędnicy decydowali nie tylko, co i gdzie trzeba produkować, jakie usługi świadczyć, ale ustalali też ich limity i ceny. Wszyscy wiemy, jakie to dało efekty. Unia Europejska śmiało podąża w tym kierunku, ale jeszcze nie osiągnęła „ideału”. Dużo bliższe niemu jest polskie Ministerstwo Zdrowia i podporządkowana mu instytucja wykonawcza, czyli NFZ. Warto bowiem zauważyć, że owe warunki, w których nicnierobienie jest efektywniejsze niż robienie czegokolwiek przez szpitale, nie zostały stworzone przez rynek, ale – właśnie – przez urzędników państwowych. To oni ustalili ceny świadczeń zdrowotnych i inne warunki ich udzielania, co – ostatecznie – zdecydowało, że stały się nieopłacalne w danych szpitalach.
Dowodów na niesprawność takiego odgórnego administracyjnego zarządzania jakąkolwiek aktywnością (w tym świadczeniami zdrowotnymi) nie brakuje, a my, w Polsce, która przeżyła eksperyment realnego socjalizmu, wiemy o tym najlepiej. Nie przeszkadza to jednak urzędnikom z resortu zdrowia brnąć w tę uliczkę bez żadnej refleksji. Dzisiaj właśnie usłyszałem w radiu reklamę finansowaną przez Ministerstwo Zdrowia, w której zachęcając mężczyzn do dbania o swoje zdrowie (co samo w sobie jest oczywiście słuszne), zaleca się, aby każdy – nawet jeżeli czuje się zdrowy – zgłosił się na wizytę kontrolną do urologa. To zalecenie sformułowało to samo ministerstwo, które – przy innej okazji – ubolewa nad kolejkami do lekarzy specjalistów, krytykując przy tym ich „chciwość” i mnożenie niepotrzebnych wizyt, oraz postuluje konieczność limitowania świadczeń ambulatoryjnej opieki specjalistycznej. Wzorcowa wręcz ilustracja znanego powiedzenia (autorstwa Stefana Kisielewskiego), że socjalizm dzielnie walczy z problemami, które sam stworzył.
W marcu tego roku byłem na nartach w Finlandii – za kołem podbiegunowym, gdzie jest prawdziwy śnieg, skrzypiący pod butami, i kilkunastostopniowe mrozy. Nie pisałbym o tym, gdyby nie miało to związku z problematyką tutaj poruszaną. Otóż za tym kołem podbiegunowym w spożywczym sklepie można było kupić truskawki. Pochodziły z południa Europy lub północnej Afryki, nie z Finlandii, a tym bardziej nie z regionu za kołem podbiegunowym. A pamiętam, jak tuż przed referendum w sprawie akcesji Polski do Unii Europejskiej jej zwolennicy chwalili mądrość i wrażliwość unijnych urzędników, wskazując, że UE dofinansowuje nawet uprawę truskawek za kołem podbiegunowym. Chyba jednak coś nie wyszło w tej sprawie. Zupełnie podobnie jak z organizacją przez urzędników publicznego lecznictwa w Polsce.
Komentarz Krzysztofa Bukiela, byłego przewodniczącego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, opublikowano w „Menedżerze Zdrowia” 2/2026.
