Reforma w cieniu afery. Samorząd lekarski chce limitów czasu pracy
Odpolitycznienie, wprowadzenie limitu czasu pracy, zmiany w wycenach procedur, gotowość do rozmów o zakazie łączenia pracy w systemie publicznym i prywatnym dla osób pełniących funkcje kierownicze – takie zmiany w ochronie zdrowia proponuje samorząd lekarski. – Chcemy przez to pokazać, że my jako środowisko chcemy w procesie naprawy ochrony zdrowia uczestniczyć – powiedział Łukasz Jankowski, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej (NRL).
- Naczelna Izba Lekarska (NIL) przeprowadziła ankietę wśród członków
- Lekarze wypowiadali się m.in. na temat czasu pracy
- Odpowiedzi udzieliło ponad 3 tysiące osób
- Wyniki posłużyły samorządowi lekarskiemu do sformułowania postulatów dotyczących zmian w ochronie zdrowia
- NIL chce o nich rozmawiać z premierem Donaldem Tuskiem
- Szef NRL podkreślił, że afera w Warszawskim Szpitalu Południowym pokazała słabość systemu i jego najpoważniejsze wady. Mowa na przykład o nielimitowanym czasie pracy
Kontekstem dla propozycji NRL jest afera wokół Szpitala Południowego, która nie tylko nie cichnie, ale zdaje się wręcz przybierać na sile. Łukasz Jankowski przedstawiał propozycje NRL dzień po wywiadzie. którego w Kanale Zero udzielił dr Emil Jędrzejewski, lekarz zatrudniony kiedyś w Szpitalu Południowym. Powiedział on m.in., że błędy popełnianie przez Dawida Kacprzyka, lekarza bez specjalizacji, który pełnił tam funkcję koordynatora SOR, przyczyniły się do śmierci pacjentów.
Jankowski mówił, że do nieprawidłowości w tym szpitalu mogło dochodzić ze względu na polityczne powiązania młodego lekarza. Dlatego pojawiło się żądanie odpolitycznienia systemu.
– Nie może być tak, że lekarz ordynator, kierujący oddziałem koordynator czy dyrektor ma legitymację partyjną, bo to prowadzi do ogromnych nadużyć – ocenił. – Żądamy od pana premiera, aby jak najszybciej wprowadzić rozdzielenie polityki od ochrony zdrowia. Politycy dużo mówią o tym, że chcą naprawiać sytuację, ale konkretów na razie brakuje. My z tym konkretem dzisiaj wychodzimy – stwierdził.
Czas pracy lekarzy nie dłuższy niż 78 godzin tygodniowo
– Zapytaliśmy lekarzy, co sądzą o pomyśle limitowania czasu pracy. Taki limit obowiązuje dziś lekarzy, którzy pracują na umowie o pracę. – Oni mogą pracować 48 godzin w tygodniu, a jeżeli podpiszą klauzulę opt-out, to 78 godzin w tygodniu – przypomniał prezes NRL. – Za to lekarze na kontrakcie nie mają dzisiaj żadnych ograniczeń i mogą dyżurować w zasadzie nieprzerwanie. To rodzi głęboką patologię nie tylko z rozliczeniem czasu pracy, lecz także z bezpieczeństwem naszych pacjentów. Czas położyć temu kres. Żądamy od pana premiera ujednolicenia maksymalnego czasu pracy – niezależnie od formy zatrudnienia. To miałoby być 78 godzin tygodniowo, czyli nieco ponad 300 godzin w miesiącu. Mamy dane, które pokazują, że nie odbije się to na systemie ochrony zdrowia – podkreślił Jankowski.
Prezes NRL powiedział, że ewidencja czasu pracy lekarzy powinna objąć zarówno publiczne, jak i prywatne placówki. – Celem limitowania czasu pracy lekarzy jest bezpieczeństwo pacjenta. Jeżeli lekarz nie będzie ewidencjonował czasu pracy w prywatnej ochronie zdrowia, to będzie zmęczony, przyjmując pacjenta publicznego – wyjaśnił, dodając, że czas pracy w obu typach placówek powinien być liczony sumarycznie.
Szef NRL tłumaczył, że przekroczenie czasu pracy przez danego medyka powinno być sygnalizowane alertem w systemie ewidencyjnym. NIL proponuje, by to właśnie samorząd był odpowiedzialny za prowadzenie tego systemu. Jankowski wskazał, że takie rozwiązania funkcjonują już w innych krajach.
Łączenie pracy w systemie prywatnym i publicznym
Odpowiadając na pytanie dotyczące ewentualnego zakazu łączenia pracy w systemie publicznym z pracą w prywatnych placówkach, Jankowski przypomniał wyniki ankiety przeprowadzonej kilka tygodni temu przez izbę.
Ponad połowa jej uczestników zgodziła się ze stwierdzeniem, że osoby pełniące funkcje kierownicze powinny mieć zakaz łączenia pracy w dwóch systemach jednocześnie.
„Nie zgadzamy się na gaszenie pożarów, zgadzamy się na zmiany strukturalne”
Jednym z kluczowych żądań lekarzy jest wprowadzenie zmian w wycenie procedur medycznych. Łukasz Jankowski wskazał, że to właśnie one są przyczyną powstawania kominów płacowych w ochronie zdrowia i nierówności w wynagrodzeniach lekarzy. To właśnie od zmian w tym obszarze środowisko uzależnia swoją zgodę na ewentualne limity w wynagrodzeniach medyków.
– Jeśli utrzymamy aktualną wycenę, to nawet gdy będziemy limitować wynagrodzenia lekarzy, dla pacjentów nic się nie zmieni. Placówki z przeszacowanych procedur będą łatać dziury budżetowe powstałe z procedur, które są niedoszacowane. Jeżeli myślimy o systemie, który ma służyć nam wszystkim, to nie możemy teraz, ku uciesze polityków i opinii publicznej, mówić o limitowaniu wynagrodzeń – powiedział prezes.
Dodał, że do rozmowy o limitach można wrócić, kiedy pojawią się zmiany systemowe.
Jankowski potwierdził jednocześnie, że wprowadzenie czasu pracy lekarzy może automatycznie przyczynić się do ograniczenia wynagrodzeń. Powiedział, że „niezależnie od efektów takiej zmiany musimy jej się poddać”. Wyjaśnił, że afera ze Szpitalem Południowym pokazała, że jest to konieczne. – To będzie skutkowało poprawieniem bezpieczeństwa zdrowotnego obywateli – tłumaczył.
Od jakich zmian w wycenie świadczeń trzeba zacząć?
Jakie zmiany w wycenie świadczeń są w ocenie NIL najpilniejsze? Prezes Jankowski wskazał, że dobrym tropem są tu ujawniane przez media informacje o lekarzach zarabiających miliony. Powinny być one przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji sprawdzone w pierwszej kolejności. – To jest dobry przykład tego, gdzie procedury są przeszacowane – powiedział.
Przypomniał, że współpracował już kiedyś z NFZ w „znormalizowaniu” taryf za świadczenie radiologiczne – mimo protestów części środowiska lekarskiego, która na przeszacowaniu wycen korzystała. Powiedział, że jest to dowód na to, że samorząd umie działać dla dobra całego systemu.
Po wybuchu afery wokół Warszawskiego Szpitala Południowego przyspieszyły prace nad projektem umożliwiającym AOTMiT zbieranie danych o umowach lekarzy w powiązaniu z ich numerem PESEL. Ministerstwo Zdrowia tłumaczy go potrzebą zgromadzenia informacji o tym, jakie są dziś realne zarobki personelu medycznego.
NIL mocno sprzeciwia się tej ustawie, wskazując, że jest ona m.in. niezgodna z przepisami o ochronie danych osobowych (RODO). Łukasz Jankowski przypomniał, że Urząd Ochrony Danych Osobowych nie został poproszony przez rządzących o opinię ws. nowych przepisów. – Pewnie dlatego, że byłaby ona dla nich po prostu niekorzystna – stwierdził.
Wskazał, że rząd już dziś posiada dane pozwalające stwierdzić, jakie są rzeczywiste zarobki medyków. Powiedział, że nowe przepisy dotyczące tego grupy zawodowej mogą być wstępem do naruszeń prywatności innych grup. – Dziś to są lekarze, jutro będą dziennikarze, prawnicy i inne grupy zawodowe – zauważył.
– Będziemy prosić pana prezydenta o weto – poinformował Jankowski, wyjaśniając, że NIL będzie wskazywał na kwestie formalne i na niezgodność nowych przepisów z prawem unijnym. Jeżeli do zawetowania ustawy przez prezydenta Nawrockiego nie dojdzie, samorząd zamierza wnieść do Trybunału Konstytucyjnego skargę na niekonstytucyjność ustawy. – Jednocześnie zawnioskujemy do Trybunału UE o sprawdzenie jej zgodności z RODO – przekazał prezes NRL.
NIL chce spotkania z premierem Tuskiem. Mówi o braku sprawczości ze strony Ministerstwa Zdrowia
Łukasz Jankowski przypomniał, że samorząd lekarski już od jakiegoś czasu chce spotkać się z premierem Tuskiem. Dotychczasowe prośby pozostały bez echa.
– Dziś mamy poważny problem z dialogiem z Ministerstwem Zdrowia. Nie widzimy szansy na jakąkolwiek sprawczość systemową ze strony resortu. Wiemy też, że te zmiany, o których mówimy, wymagają silnej woli politycznej. To pan premier jest władny do tego, żeby takie decyzje podejmować. Dlatego też uważamy, że takie spotkanie – jak również wnioski, do których dojdziemy wspólnie – jest koniecznie – stwierdził szef NRL.
– A dzisiaj sygnalizujemy, że jesteśmy gotowi zacząć reformować również nasze środowisko – dodał.
Przeczytaj także: „A jednak dymisja minister zdrowia?”.


